niedziela, 9 marca 2014

"Poznaj Poznań Nocą" - edycja 2 - Poznań (BnO)






etap 5 - FINAŁ - MTP Poznań - 04.02.2014 - 29PK- 3,9km


Ostatni bieg z cyklu "Poznaj Poznań Nocą" był dla mnie bardzo wymagający ze względu na teren zawodów na którym było kilka punktów na które można było szybko trafić dzięki umiejętnemu czytaniu symboli oznaczających miejsce w którym znajduje się punkt kontrolny, z drugiej strony można było sporo sekund stracić przez jedną małą pomyłkę.
Od startu biegu biegłem naprzemiennie pomiędzy punktami z dwoma zawodnikami (nazwisk nie podaję) którzy później mnie wyprzedzili, jeden podłączył się do zawodnika przed nami i tak już dobiegł do mety, drugi w dwóch miejscach złamał przepisy również mnie przeganiając, ale dopingował mnie fakt że to ja czytałem (w każdym razie starałem się) mapę i jak razem dobiegaliśmy do punktu to Oni zwalniali a ja wyprzedzałem ich i zmierzałem prosto do PK a Oni za mną gdy widzieli że ja już go podbiłem,
obaj mieli tempo lepsze ode mnie co dało im przewagę nade mną ale to tylko ich zaleta którą ja zaniedbuję przy treningu :), choć i tak jestem zadowolony z tego co nabiegałem.
Zaraz po starcie pierwsze dwa punkty sprawnie, na 3PK straciłem sporo niepotrzebnie wiodąc wzrokiem za dwoma biegającymi w kółko zawodnikami zamiast po mapie, po 4PK na schodach wbiegam pierwszy przed szukającymi na dole a po chwili chyba z 5 osób już wbiega za mną, kolejne od 5PK-10PK bez problemu, choć niektórzy chwilowo zmienili dyscyplinę na skoki przez murek, biegnę dalej aż do dwóch punktów przed wejściem na MTP i długi przebieg z powrotem do 15PK
gdzie widzę jak inni skuszeni tym że jakaś zawodniczka wbiegła po schodach na górę pobiegli tam również choć punkt znajdował się na dole, potem 16PK na schodach i 17PK przy iglicy targów skąd trzech zawodników przede mną obiega z lewej strony na 18PK a ja spokojnie schodami z prawej i jestem tam razem z nimi choć wcześniej na 17PK ich nie widziałem i tu mój największy błąd bo sam pobiegłem górą na 19PK a oni w trójkę dołem i sporo mnie odstawili gdy ja zbiegałem jeszcze schodami na dół, tak to jest jak się nie czyta symboli, dalej spokojnie aż po kolejny błąd na 22PK, za szybko spojrzałem na mapę i niepotrzebnie pobiegłem pod budynek a punkt znajdował się wcześniej i tu moja głowa przestała już biegać, biegnę na 23PK przy starcie i widzę biegnącą pod górę trójkę która przy dziewiętnastce mnie wyprzedziła, i znów nie czytam symboli i muszę wracać do 23PK tracąc sporo sekund, 24PK-27PK podbite bez wtop i jeden zawodnik wybiegający przede mną, gubi się przy 28PK i z przekleństwem na ustach goni mnie przez ostatni punkt do mety ale przed metą raczej nie lubię już przegrywać i tak jest i teraz, dobiegam na 28 miejscu z 71 startujących, meta podbita i to już koniec drugiego cyklu "PPN" i już teraz mogę powiedzieć że na kolejnych mnie nie zabraknie bo to na prawdę świetna impreza z wesołymi ludźmi :), z niecierpliwością czekam na kolejne imprezy.





Czas: 33:21, średnie tempo 5:19/km
Miejsce: 28/71
Klasyfikacja końcowa cyklu: 16/59
Przebiegi:





etap 4 - os. Armii Krajowej - 15.01.2014 - 22PK- 3,3km

Pierwsze zimowe a raczej śniegowe etapy PPN, start z bieżni przy SP18 i przelot do 1PK robię z lewej a nie jak większość z prawej strony, potem łatwo przez kolejne a przy 5PK pomaga mi zawodniczka nabiegająca z innej strony niż ja, gdyby nie ona to szukałbym punktu bliżej płotu, jednak w takich warunkach ciężko kontrolować poza mapą jeszcze oznaczenia punktów z tabelki, szybki powrót i dwa punkty na teranie szkoły podbite, problem i strata jakiś 20-30 sekund mam przy 8PK gdzie wbiegłem w drzewa ale nie widziałem płotu i dopiero po chwili dostrzegłem ogrodzenie za górką, za chwile długi przebieg na 10PK i slalom między blokami przez 11PK-13PK gdzie wyprzedzam biegnącą parę, przy dobiegu na 15PK nogi zaczynają mówić "wystarczy tego na dzisiaj", w dodatku pan spacerujący z pieskiem którego już dzisiaj gdzieś mijałem prawie mnie nie złapał i mapy nie wyrwał chcąc mi pomóc w znalezieniu drogi, szybkim susem go omijam i rzucam że pomocy nie potrzebuję :), z 17PK na 18PK chciałem biec górą ponad drzewami ale śnieg sam "spycha" mnie w stronę przebiegu między drzewami gdzie błoto i rozmoczony śnieg wlewa mi się do butów przez co prawie pomyliłem punkt 18PK z 19PK ale choć nogi narzekają to jeszcze przytomność umysłu zachowałem :), została jeszcze dwudziestka potem powrót w kałuże do 21PK i najszybciej jak się da do ostatniego punktu skąd znów trzeba ścigać się do mety ale to nie to samo co bieg na 100 metrów na bieżni.
Czas: 23:55, średnie tempo 5:17/km, zwycięzca 18:03
Miejsce: 26/72
Przebiegi:


etap 3 - Zawady - 11.12.2013 - 23PK- 3,2km

Zawady przy rondzie Śródka to kolejne z miejsc w którym odbywały się zawody, tym razem osiedle nie było zbyt wielkie i było dużo przelotów miedzy punktami z jednego końca osiedla na drugi i z powrotem. Start wzdłuż bloku i punkt pierwszy bez problemów, obracam się i zasuwam do drugiego a tu zawodnik przede mną biegnie dalej pod wejście do szkoły, ja zapatrzony za nim i tu błąd a to dopiero sam początek biegu, zawracam i odnajduję punkt kilka metrów wcześniej przy bramie, jednak wolę te długie biegi gdzie nie ma tej możliwości na kimś się wzorować i trzeba robić swoje od początku do końca, biegnę dalej na 3PK gdzie kolejka potem przez kolejne punkty aż do 6PK na który biegnę za blokiem a nie jak większość od strony parkingu, za to wybiec z punktu miałem zamiar właśnie przy parkingu i tu zonk bo było tam bardzo mało miejsca i zawodniczka przede mną zaczęła przepuszczać zawodników biegnących w stronę punktu, tracę kolejne sekundy aż w końcu ledwo wskrobuję się na górkę i omijam ten zator ale sporo tam straciłem, biegnę przez siódemkę do 8PK za garażami i znów cała grupa biegnie z lewej strony a ja głupi za nimi dwa kroki ale spokojnie spoglądam na mapę i widzę że punkt jest z prawej, podbijam i lecę dalej długim przebiegiem na 10PK gdzie spotykam Olę Wojciechowską która widzę że spokojnie się orientuję ale pewnie do dziś nie wie kto tam jej cześć mówił :), dalej łatwe kolejne punkty aż przed 13PK spotykam Krzycha który mnie dogonił ale przez pomyłkę podbija zamiast trzynastki 1PK ale zauważa błąd i teraz mnie goni, aż na trawniku między 15PK a 16PK widać jakie jest moje tempo gdy Krzychu z łatwością mnie mija ale przy dobiegu do 18PK gdzie niektórzy zawodnicy skaczą przez płot już jesteśmy obok siebie przez to że Krzychu pobiegł dookoła bloku zamiast krótszą drogą przez przejście pod blokami, potem kolejne dwa punkty i tak się tasujemy z Krzychem, 21PK i 22PK a mi już się nie chce biegać :) a tu jeszcze spory kawałek do ostatniego punktu przed metą gdzie wszyscy robią sprinty, teraz już wiem dlaczego i szkoda że nie zauważyłem tego konkursu na najlepszego sprintera wcześniej bo namieszałbym w czołówce :P.
Czas: 24:48, średnie tempo 5:19/km, zwycięzca 19:59
Miejsce: 21/69
Przebiegi:




etap 2 - os.Lecha - 13.11.2013 - 23PK- 3,5km

Drugi zawody i start masowy ale mapy różne, osiedle mniejsze od poprzedniego tak więc większy tłok na trasie, oczekiwanie na start rozdawanie map a tu co lepsi to szybki rzut oka na mapę - nie ma to jak zasady fair play :), ruszamy i na początku długi przebieg na PK1 a wiara tempo ma że czuję się jakbym tam dobiegł jako jeden z ostatnich :), podbijam i dalej przez PK2-3-4 a tam stoi pan który z szyderczym uśmiechem zagaduję do mnie i zawodników przede mną coś w stylu: "dopiero?, wiecie ilu tu było już przed wami", nikt nic nie odpowiada bo i nie wiadomo co odpowiedzieć, szybko na PK5-6 i tu istny hardcore bo ludzie biegają od bramki do bramki jakby to był mecz piłkarski, mówię sobie nic tu po mnie i po podbiciu PK7-8 podbijam ponownie PK1 i PK3 które były odpowiednio także PK9 i PK10 potem powrót na boisko i od bramki do bramki i nagle błąd bo przy wybiegu z PK13 źle oceniłem bloki i na PK14 obiegam niepotrzebnie blok, potem przebieg na PK15 i widzę jakie inni mają dobre tempo, doganiam ich między PK17-18 gdzie biegniemy jak kaczuszki i wtedy ja przyśpieszam i wyprzedzam przed PK19-20 aż tu wbiegam na taras przy szkole i nie ma PK21, patrze na mapę i dopiero dziewczyna wyskakująca zza pleców podbija punkt na 3 metry ode mnie w krzakach którego nie widziałem, no to teraz sprint przez dwa ostatnie punkty i META na której ustępuję koleżance i tracę do Niej sekundę.
Czas: 26:49, średnie tempo 5:11/km, zwycięzca 19:32
Miejsce: 31/74
Przebiegi:



etap 1 - os.Sobieskiego - 23.10.2013 - 27PK- 4,6km

Pierwszy start i od razu wielkie osiedle które już prawie całe przed startem objechałem samochodem szukając miejsca startu.



Start interwałowy, przede mną trochę ludzi już wybiegło na trasę aż w końcu i na mnie przyszła pora, chwytam mapę i lecę przed siebie tak zapędzony że do 1PK zamiast z szybszej lewej strony krzaków podbiegam z prawej ale nie jest źle, rszut oka na mapę i lecę dalej przez PK2-3-4-5-6 idzie bardzo gładko jednak tempo trochę  zwalniam by nie wpaść w jakiś niski płotek odgradzający trawniki od chodnika, dalej skrajne PK7-8-9 i z PK10 podniecony tym że idzie dobrze zapominam skontrolować mapę i biegnąc pomiędzy dwoma płotami w kierunku PK11 trochę się zagalopowałem aż pod PK23, ale w końcu robię nawrotkę i mam jedenastkę, na PK12 biegnę chyba jako jedyny od strony ulicy i spotykam na nim 3 zawodników, dwójka z nich jest chyba z elity bo biegną przede mną także w kierunku PK13 ale przed PK14 oboje się gubią i jestem już przed nimi na PK15 a potem długi przebieg do PK16 i PK17 który mijam dosłownie o włos i nie zauważam, kontrola mapy , obracam się i jest, podbijam i uciekam tym którzy mnie gonią a wyprzedzają przed PK19 na który poleciałem okrężną drogą, ale zwiększam tempo i na PK20 mijam zawodniczkę a przy PK22 zawodnika który na mecie powie mi że nie mógł mi dotrzymać tempa a ja w sumie myślałem że i tak za wolno biegnę :). PK23 wiedziałem gdzie jest więc śmignąłem na nim jak superman a kręciło się przy tym punkcie pełno ludzi z różnych kategorii wypatrując punktu, potem szybko na PK24 gdzie niestety nie załapałem się na fotkę :P, i wybiegam drugą bramą ze szkoły cisnąc przed siebie i coś mi mówi spójrz na mapę... no tak zapędziłem się znów w kierunku PK23 więc szybka korekta i już wyprzedzona dwójka przede mną, niestety ich nie doganiam a PK26 na schodach przysparza mi z nadmiaru emocji sporo kłopotów bo szukam go wcześniej chyba w jakiś śmietnikach :) ale szybko to poprawiam i lecę na metę, nie wiem jak inni ale ja nabiegałem 7km i czuję że to sporo za dużo :)

Czas: 40:24, średnie tempo 5:42/km, zwycięzca 23:08
Miejsce: 40/69
Przebiegi:


Seria zawodów BnO "Poznaj Poznań Nocą" - 2 edycja


Na zawody PPN trafiłem już rok temu ale wtedy fakt że od lat nie biegałem na orientację oraz że zawody odbywają się w nocy trochę mnie od tych biegów odstraszył, jednak powiedziałem sobie że w następnej edycji wystartuję na pewno i już w edycji "Poznaj Poznań z mapą" w której uczestniczyłem z moją małą Lenką mogłem zaczerpnąć trochę tej orientacyjnej zabawy by na nocnej edycji trochę pobiegać już samemu. Wszystkie biegi w kategorii "elita" bo jak spadać to z wysokiego konia :)


poniedziałek, 17 lutego 2014

GP 2014 w BnO - Poznań (BnO)

post aktualizowany po każdym biegu...


2GP Cytadela 16.02.2014


Słoneczna niedziela, fajna pogoda na bieganie a mi doskwiera ból czegoś co zwie się
"extensor digitorum longus" w dodatku małe przeziębienie przez co wystartowałem ubrany w kurtkę i czapkę z czego śmiał się Marek, ale wyszło mi że lepiej wziąć udział w biegu niżeli z niego w ogóle zrezygnować. Nie znałem Cytadeli za dobrze ale teraz po biegu slalomem między punktami znam już chyba jej każdy zakamarek :).



Pprzebieg na 1PK miałem chyba w miarę rozsądny bo jak widać na filmie Dominika który biegł z prawej strony gdzie mostek był zamknięty i i tak trzeba było pokonać zagłębienie by dotrzeć do punktu ale już w przebiegu na 2PK kłania się u mnie brak umiejętnego czytania mapy w biegu bo wystarczyło pobiec po ścieżce i wbiec za te nasypy a ja niepotrzebnie wbiegałem pod górkę i zbiegałem z niej do dwójki, kolejne 3PK i 4PK bez problemu tak jak i 5PK który już przy nabiegu pokazał mi się więc też sprawnie poszedł, dalej wybiegam na tą długą prostą i trach zapominam o 6PK, zawracam i zaczynam nabijać moje dodatkowe metry :P, kolejne 7PK i 8PK zaliczone, pamiętam jak chyba dwa lata temu z tej górki oglądałem rekonstrukcje "Bitwy o Poznań", no i teraz długi przebieg na 9PK na którym koncertowo dałem dupy przebiegając najpierw obok 10PK i już mi się zbytnio nie chciało biec bo i samopoczucie miałem kiepskie ale wróciłem na dziesiątkę potem 11PK i przebieg na kolejny 12PK gdzie zamiast biec przy czołgach chciałem i poleciałem jedną z alejek ale wybrałem o jedną za daleko i znów nadrobiłem kawałek drogi ale nic to i tak zdziwiony byłem że jeszcze mi się w głowie od gorączki nie kręci :), przy 13PK i 14PK nie było problemów poza kondycyjnymi :), dalej 15PK-16PK-17PK rozmieszczone w Rosarium przez co łatwe do odnalezienia, swoją drogą czy można skakać przez te murki i przebiegać po tych obsadzonych jakimiś roślinami terenach piaszczystych przy murkach czy należy obiegać ścieżkami ?, ostatnie sto metrów i META na której czułem że nic więcej z siebie bym dziś nie wycisnął więc i z takiego wyniku jaki osiągnąłem jestem zadowolony.




Podsumowując organizację to jak dla mnie wszystko ze strony organizatorów z Hadesu jest na dobrym poziomie, na plus należy zaliczyć lepsze koszulki do map przez co lepiej wszystko widać co w sumie w moim przypadku na nie za wiele pomogło :), drugi plus dla lotnego fotografa bo fajnie jest mieć zdjęcie z zawodów, reszta jak zwykle ok.

Czas: 37:37, strata do lidera 11:26 = przepaść :P
Miejsce: 32/67
Przebiegi:






1GP Olszak 12.01.2014


Pierwszy z biegów  w nowym cyklu GP Hadesu miał w sobie dużo dobrego, pierwsza z nich to przejście z perforatorów na chipy, jest to szybszy i dokładniejszy sposób na potwierdzanie PK a także sposób na oszustów na co zwrócił uwagę jeden z członków Hadesu, którzy zamiast podbijać w odpowiedniej kolejności punkty podbijali jak im się podoba i psuli całą zabawę. Start co dwie minuty to drugi z plusów, jak dla mnie jest to zmniejszenie prawdopodobieństwa że ktoś będzie podążał w ślad za tobą i żerował na twojej orientacji, sam startowałem w 73 minucie i muszę powiedzieć że nie było tłoku na trasie co bardzo mi odpowiadało, co do mojego przebiegu to pierwsze cztery PK pokonywałem od kładki do kładki przy czym na 4PK odbiłem na złą kładkę i trochę straciłem przeczesując inny lasek niż ten w którym był punkt, przy przebiegu na 5PK prawie pokonały mnie rury ciepłownicze :) ale dałem radę, w dalszej części od 6PK-13PK za każdym razem odnajdywanie punktów nie sprawiło mi problemów choć pary w nogach brakowało i to bardzo, z 13PK wybiegłem przez mokradła i z ledwością wskrobałem się na górkę do 14PK a potem dylemat czy lecieć z lewej strony jeziorka i przekraczać rzeczkę czy truchtać z prawej i być w miarę suchym, wybrałem prawą stronę ale po przekroczeniu mostka i odbiciu w lewo okazało się że woda na mapie to jednak spora rzeczka, chwila namysłu dwa kroki po gałęzi i chlup woda za kolana, trzy kroki i byłem na drugim brzegu, ktoś jednak kilka metrów dalej patrzył na mnie dość dziwnie i stał tak dalej nie wiedząc co robić, no ale skoro buty miałem mokre już od 13PK a do mety blisko to ryzyk fizyk i myślę że się opłaciło, przeganiam Marka i potem jeszcze dwa ostatnie PK i meta ale już bez finiszowania.
Podsumowując bardzo mi się podobała trasa i poza brakami kondycyjnymi myślę że nie było najgorzej.

Czas: 73:56, średnie tempo 07:05/km
Miejsce: 17/59
Przebiegi:




Prolog 26.12.2013

Pod koniec roku Hades przygotował prolog nowej serii grand prix na rok 2014, miejscem biegu był teren przy jeziorze Rusałka znany biegów Poznaj Poznań, zjechało się prawie 50 osób, na trasę główną wyruszyło 27, start masowy z niedalekiej odległości od parkingu przy jeziorze i od razu po chwyceniu mapy widzę że najbliżej jest PK42 ale chyba większość tam pobiegnie i będzie tłok więc podbije go przed metą, tak więc wybieram skręt w lewo i PK49 do którego drogą dobiegam pierwszy za chwile za mną dobiegają chyba z trzy osoby ale szybko się oddalam na PK41 i wszystko idzie dobrze z czytaniem mapy tylko moja ocena odległości po wybiegnięciu na ścieżkę trochę zawodzi bo chciałem ciąć pod górkę po skosie a wyszedł podbieg trochę za daleko i mało nie przeoczyłem punktu, za mną biegnie dwóch zawodników którzy cisną na PK40 ale ja chciałem najpierw podbić PK39 ale znów zawodzi ocena odległości i coś mi na skrzyżowaniu nie pasuje więc spadam stąd na czterdziestkę i już wiem że szukałem wcześniej za blisko ale naprawiam swój błąd, jak dobrze pamiętam to odbiegając od punktu widzę dobiegającego Błażeja z Hadesu który dobiega do punktu, ja lecę na skrajne punkty PK38 i PK37 a potem na to "pole z okopami" gdzie podbijam PK34-35-36 i znów dogania mnie Błażej który wyprzedza mnie po PK33 i na PK32 jest już przede mną, jednak przed wybiegiem na drogę popełnia mały błąd i teraz mnie ściga chyba z Krzysztofem (który później wygra) przez PK31 a na PK43 znów są przede mną, moja kondycja to tragedia jakaś mówię sobie i zasuwam na PK46 przy stawku i PK47 w lesie gdzie Panowie na dobre mi uciekają wybierając bieg inną ścieżką niż ja który za chwile o mało się nie zamotał w ilości mijanych ścieżek :) zatrzymuję się spoglądam na mapę podnoszę wzrok i widzę biegnącego Krzycha który rzuca mi trzy słowa "tak to tam" i faktycznie przede mną jakieś 20 metrów w dziurze schowany był PK45 którego od mojej strony nie było widać z tej odległości, potem co sił w nogach biegnę na PK44 w miejsce gdzie na biegu PP także znajdował się PK i sporej ilości zawodnikom tak jak i wtedy Lence i mnie sprawił on bardzo dużo problemów, jednak tym razem teren w koło jest wykoszony i oczyszczony z krzaków, po podbiciu pozostaje punkt przy boisku do siatkówki po którym wyprzedza mnie zawodnik ale nie kojarzę czy odbił konkretnie na metę czy jeszcze coś szukał ale mógł być to drugi na mecie Jacek, ja wybiegam na ścieżkę przy parkingu i dopiero spostrzegam że właśnie na nim jest meta a nie przy starcie tak więc trzeba będzie podbić i zrobić nawrotkę, w tym momencie do mety z PK42 biegnie już Błażej który tempo utrzymał do końca i wyprzedził mnie o 2 minuty, ja jeszcze lecę podbić ten nieszczęsny PK42 i wbiegam na metę jako 5 zawodnik a chwile po mnie wbiega z innego kierunku Krzychu.
Bieg oceniam jako dobry z małymi błędami na początku które urwały mi pewnie z 2 minuty co mogłoby dać miejsce na podium, ale każdy bieg czegoś uczy i to najważniejsze.

Czas: 44:30, średnie tempo 06:40/km
Miejsce: 5/27
Przebiegi:



poniedziałek, 3 lutego 2014

"Śnieżne Konwalie" - Zielona Góra (BnO - 50km)






Kolejne zetknięcie się z zawodami serii Rajdów Konwalii, tym razem po "Nocnym Marku" przyszła pora na dzienny rajd o nazwie "Śnieżne Konwalie" na który zjechało się do Zielonej Góry ponad 300 osób z całej Polski i choć jak dla mnie nie do końca był to tylko dzienny rajd bo jak to zauważył po biegu Paweł zrobiłem sobie "Śnieżne Konwalie" z elementami "Nocnego Marka" a jeszcze przed startem zastanawiałem się czy zapakować do plecaka czołówkę :). Było to też dla mnie debiut na trasie 50km i podstawowym założeniem było dla mnie ukończyć zawody dopiero na drugim miejscu był czas i miejsce na mecie.
Do Zielonej Góry wybraliśmy się w czwórkę (tyle że Krzychu, Marek i Paweł startowali na TP25 i udało im się zająć dobre 20 miejsce), na miejsce
przyjechaliśmy w przed dzień zawodów i początkowo rozłożyliśmy się na sali gimnastycznej na której spełniły się moje podejrzenia że za ciepło nie będzie, na szczęście przenieśliśmy się na korytarz szkoły na pierwsze piętro gdzie temperatura była idealna do spania przez co nie wymarzliśmy i rano byliśmy gotowi do wali z kilometrami




Sobota godzina 8:30 odprawa a na niej rozdanie map, wszyscy rozrysowują a niektórzy spisują na kartkach kolejność zaliczania punktów, sam nigdy tego nie robiłem jedynie w głowie określałem wariant przebiegu i tego się trzymałem, tym razem map były trzy arkusze każda w innej skali i to co mówił mi Franek Galla się sprawdziło czyli przeskakiwanie z jednej mapy na drugą było w pewnych momentach uciążliwe ale i z tym trzeba było dać jakoś sobie radę, kolejność zaliczania punktów dowolna więc każdy mógł wybrać swój wariant, ja chciałem pobiec według takiej kolejności:37-36-48-47-46-1-17-16-34-31-49-15-14-13-12-10-11-9-8-7-6-5-4-3-2-45-44-43-38-39-40

natomiast moja kolejność już po biegu
wyszła tak:

37-36-48-47-46-34-31-49-15-14-13-17-12-10-9-11-8-7-6-5-4-3-2-1-16-45-44-43-38-39-40




Start biegu wspólny dla tras 25km i 50km niedaleko szkoły i już po pierwszych dwustu metrach stawka się rozdziela ja biegnę tam gdzie mniej osób, większość poleciała na PK40 na którym robiła się spora kolejka do perforatora ja wybrałem
PK37 po którym mogłem cofnąć się na ścieżkę a tak przedzierałem się przez jakieś krzaki do PK36, na kolejnym PK48 spotykam żwawo maszerującego chłopaka przy którym mój spokojny truchcik jest jak jego szybki marsz, zamieniamy kilka zdań i podbijamy razem PK47 i PK46 potem się rozdzielamy, ja biegnę dalej na PK34 i PK31 (rezygnuje z pierwszego pomysłu by podbijać teraz PK1-PK17-PK16 by nie przeskakiwać między trzema mapami choć w późniejszej perspektywie nocnego zaliczania tych punktów mogłem pozostać przy tym wariancie) przy którym spotykam pierwsze dziś stado sarenek a było ich w ciągu całego dnia chyba z pięć w tym jedna parka która chowała się za drzewami jakieś sto metrów ode mnie i pewnie myślała że ich nie widzę :), na koniec PK49 i wybiegam z pierwszej mapy z około 5km w 50min...






... szybka zmiana na drugą mapę i kieruję się na PK15 tylko niepotrzebnie zamiast zejść do drogi przedzieram się przez ten zaorany pagórek, tutaj spotykam chłopaków którzy trochę minut stracili na szukaniu tego punktu i w sumie podbijamy go razem, na PK14 za to lecimy innym wariantem i niespodziewanie podbijam go przed nimi i biegnę chwilę na PK13 z jednym zawodnikiem z TP25 a po drodze zatrzymuje nas zawodniczka z pytaniem z której strony okrążamy strumień, w głowie mówię sobie że w taką pogodę strumień zamarzł i szybko sam oddalam się a za mną już po chwili tłum kilku osób, po minięciu faktycznie zamarzniętego strumyka trochę się zagalopuję jak wszyscy i teraz pod górę wchodzimy chyba w dziesięć osób i chłopaki znowu mnie dogonili, ale to już ostatnie spotkanie na trasie z nimi, z trzynastki większość zawodników odbija jakby na dwunastkę a ja w połowie naprawiam swój błąd z pominięciem punktów i spokojnie wzdłuż wzgórza docieram do PK17 a z niego przez gęsty las na azymut do PK12 i wybieg na trzecią mapę mając na koncie około 12km w 1h50min a w głowie perspektywa ukończenia trasy w jakieś 9h ale do tego jeszcze daleka droga...





...teraz przyszła kolej na nabijanie kilometrów na dużej mapie i już na pierwszym przebiegu nabijam je dosłownie ale także niepotrzebnie :) zbaczam nie wiedzieć czemu z głównej ścieżki która została poprzecinana przez wycinkę drzew i maszerując zataczam łuk nabijając dodatkowy kilometr i tu wychodząc na drogę przebiega obok mnie grupa sześciu osób pod wezwaniem jednego zawodnika który nawiguje za nich wszystkich, ogarnia mnie lekkie zdziwienie ale co tam nie moja sprawa, potem z głównej drogi schodzę niby to w czerwony szlak według oznaczeń na drzewie ale jak się okaże to nie ten szlak zaznaczony na mapie przez co bardziej idę przez las na wyczucie aż trafiam na skrzyżowanie i PK10 w rowie, niestety nawet na powiększeniu punktu nie było ścieżki którą odbiegam a która kieruję mnie zupełnie nie tam gdzie chciałem, poza tym nie pilnowałem też odległości a zamiast porządnie się zatrzymać i rozwinąć mapę popełniłem największy błąd bo w końcu skierowałem się ku drodze asfaltowej gdzie spotkałem trójkę zawodników udających się na dziewiątkę i wtedy rozwinąłem mapę i zobaczyłem ogrodzenia przy których przebiegałem i zamiast się wrócić do jedenastki postanowiłem podbić najpierw PK9, nabijając dodatkowe 4km i tracąc jakieś 40 minut przy powrocie do PK11 na którym zastaję piknik robiony przez dwie pary zawodników ...


(powrót z PK9 za mną zawodnicy których spotkałem na drodze - 21km, 3h20min)




...nadaje kierunek na punkt odżywczy PK8 o nazwie "Bunkier" i zastanawiam się skąd wzięli taką nazwę ale po dotarciu na miejsce już wiem dlaczego, oczom moim ukazuję się betonowa budowla czyli poniemiecki schron zaadoptowany na potrzeby pobliskiego klubu sportowego, na punkcie zabawiam dosłownie kilka chwil zjadając ciastko popijając w końcu ciepłą herbatą a nie zimnym izotonikiem z bukłaka...








(zdjęcie dzięki uprzejmości zawodnika zmierzającego w przeciwnym kierunku
)...od tego momentu większość trasy żwawo maszeruje, ponieważ nogi powyżej stopy zaczęły mnie dziwnie uciskać jakbym miał za mocno zawiązany but, nie bagatelizuje tego gdyż buty na moich nogach właśnie przechodzą ze mną swoje pierwsze kilometry w życiu, idąc dalej docieram do PK7 a z niego polem kieruję się na wieżę kościoła w kierunku PK6 przy którym doganiają mnie dwie pary zawodników biegnących od PK5 do którego ja dopiero zmierzam...





...niedaleko za mną truchtem ściga mnie zawodnik którego zgubiłem gdzieś za PK5 do którego dotarłem na około bo ścieżka zaraz za ostatnim domem wydawała mi się podejrzana, z piątki chciałem napierać prosto do drogi asfaltowej ale ścieżka w lesie nagle mi się skończyła i przedzierałem się na azymut aż do wejścia w "Źródlaną Dolinę" gdzie jakaś rodzina robiła sobie ognisko z kiełbaskami i piwem a gdy zobaczyli że skręcam za strumieniem w las zaczęli za mną krzyczeć że tam nie ma przecież ścieżki ale przy zejściu do pięknego strumyka ścieżka się znalazła, wydeptana przez innych zawodników aż po sam PK4 z którego prościutko przez PK3 przy stawku zaczynam przebijać się do PK2 przy jeziorze ale ścieżka znów się urwała i idę jakimiś chaszczami a po przejściu drogi asfaltowej muszę założyć czołówkę bo już nie mogę czytać mapy, po dotarciu do jeziora nogi zaczynają mnie coraz bardziej uciskać nad stopą i już wiem co to za ból, skarpetki okazały się za ciasne i gumka zaczęła mi ściskać nogę przez co podejście jak i późniejsze zejścia z PK1 okazały się nie lada wyzwaniem...



...na górze gdzie była wieża z punktem przez głupotę najpierw niepotrzebnie okrążam jakąś wieże chyba telefoniczną, choć ilość śladów wkoło płotu pokazuje że nie ja jeden tak zrobiłem, przy wieży wybija mi 55km w 9h20min, ale najgorsze okazuje się poszukiwanie PK16 na którego tylko dzięki wydeptanej przez buty innych zawodników autostradzie trafiam w momencie kiedy już mam zamiar zawrócić z drogi, potem następuję u mnie psychiczne zmęczenie i kiedy myślę że przechodzę przez czerwony szlak to za chwilę wchodzę na niego na prawdę, zaczynam myśleć co by nie uderzać do bazy ale przecież zostały mi tylko punkty z małego bno więc nie ma się co poddawać i tu olśnienie bo wychodzę wprost na ogrodzenia przy których byłem na początku więc dreptam do PK45 przy którym mam już dość ale dopiero PK44 w dołku którego wcale po ciemku nie widać daje mi w kość, szukam go ponad kwadrans ale udaje się choć byłem bliski rezygnacji z jego poszukiwań, potem marsz przez PK43-PK38-PK39 i ostatni PK40, wymiar mojego tempa daję obraz tego że ostatnie 5km robię w 1h17min.
Na METĘ doczłapałem się w czasie 11h17min i przebytymi 63km.




Wyposażenie:
Buty Inov-8 Trialroc 255 + zimowe skarpetki Inov-8 Mudsoc High
Spodnie Dobsom R-90 + bielizna Hi-Tec
Kurtka Quechua Rain-Cut + Koszulka z długim rękawem NB
+ bielizna Hi-Tec
Plecak 4F z bukłakiem
Czołówka Petzl Tikka XP2
Rękawiczki Inov-8 WindGlove
Czapka Neverland Tatra
Zegarek Garmin 305 (Garmin 610 padł po około 7h30min)



Podsumowując "Śnieżne Konwalie" w niczym mnie nie zawiodły jeśli chodzi o organizację, poczułem na własnej skórze co to znaczy bieg na orientację na dystansie 50km i choć chciałem zmieścić się w dziesięciu godzinach co się nie udało to chociaż spełniły się moje oczekiwania co do miejsca w pierwszej połowie zawodników oraz zaliczeniu wszystkich punktów.
Sprzęt który ze sobą wziąłem sprawdził się w 99% a tym jednym minusowym procentem jest to iż nauczyłem się że skarpetki w rozmiarze S które wydają się nie być za małe w domu, na trasie 50km udowodnią i to dosadnie że na pewno są za małe :)
Chciałem też jeszcze raz podziękować Krzychowi, Markowi i Pawłowi że czekali na mnie na mecie choć swoje zmagania skończyli kilka godzin wcześniej, dzięki Panowie raz jeszcze!

Czas: czas pokonania trasy 11h17min

Miejsce: 51/108

Numer:



Mapa biegu:




* - fotografie zaczerpnięte z galerii umieszczonych na stronie "Śnieżnych Konwalii" oraz własne z telefonu.

czwartek, 28 listopada 2013

"V Nocek" - Huta Palędzka - (BnO - 30km)

Wczesnozimowy czas upływa mi pod znakiem imprez na orientację, zwykłe tłuczenie kilometrów po asfalcie trochę mnie zmęczyło, a właściwie sam tłum ludzi dookoła przy takim rodzaju biegu jest ostatnio dla mnie nie do zniesienia, ostatnim przykładem może być pierwszy bieg z cyklu "z biegiem natury" gdzie nie pomogły nawet minutowe strefy startowe ale nie o tym chciałem pisać, wracając do BnO to tym razem wybrałem się na zawody organizowane przez "Klub Sportów Górskich "DIRETA" Gniezno”, start miał miejsce w Hucie Palędzkiej do której - mimo gpsu i przyjrzeniu się wcześniej mapie - wcale nie trafiłem bez problemów ale i tak jako jeden z pierwszych.




Start trochę się przedłużył ale nie było z tym problemu, przed nim jeszcze wyjaśnienie reguł obowiązujących w tych zawodach a jak dla mnie są one ciekawe i pozwalające na "prawdziwą nawigację" a nie ślepe podążanie w ślad za innymi zawodnikami.




(opis zaczerpnięty z regulaminu imprezy)

Start odbywał się w odstępach dwu minutowych a każdy kolejno startujący miał wyznaczony "startowy PK" (na mapie znajdowały się punkty startowe A, B i D, oraz sporo PK z których nie wszystkie były punktami do odnalezienia) który miał odwiedzić jako pierwszy (w tym wypadku A, B lub D), chodziło o to by wszyscy nie lecieli do jednego punktu a rozbiegli się w trzy strony - fajny pomysł -
na startowym punkcie kontrolnym trzeba było spisać kolejne punkty do odnalezienia a potem to już scorleuf jak kto woli.
Sam trafiłem na punkt startowy B, na który dobiegłem okrężną drogą bo tak jak niektórzy miałem problem z wczytaniem się w mapę (skali 1:15000), spisałem tam kolejne punkty do odnalezienia i postanowiłem cofnąć się do punktu startowego D gdzie spisałem kolejne punkty i dopiero wtedy zacząć odnajdywać punkty z B i D, podjąłem się takiego wariantu ponieważ obawiałem się że przy punktach z B mogą się znajdować punkty z D i musiałbym wracać w tą samą okolice nadkładając drogi ale widać organizator zrobił trasę przyjemniejszą bez niespodzianek :) więc mogłem zaliczyć najpierw punkty z B a potem lecieć do D, jednak mój wariant wydał mi się najlepszy i chyba dobrze zrobiłem.
Początek trasy układał mi się w najlepsze aż do mojej pierwszej przecinki lasu, gdzie nie chcąc naprowadzić innych na punkt chciałem przebiec skosem las do innej drogi, jednak wybiegłem niedaleko nachodzących na punkt kolejnych zawodników i zgubiłem na chwile orientację co w przypadku nawrotu skutkowało nadłożeniem jakiś 600 metrów, kolejny najbardziej wysunięty na północ punkt zaatakowałem biegiem przez las i kilka chwil przedreptałem w jego poszukiwaniach, najlepsze było to że dostrzegałem z lasu latarki na drodze które pewnie mijały punkt udając się jeszcze bardziej na północ co dodatkowo trochę mnie zdezorientowało ale jak już kiedyś mówiłem sobie: "Artur, rób wszystko sam, nie patrz na innych" :) i tak zrobiłem po chwili odnajdując punkt. Biegnąc na kolejne punkty, nagle po plecach i nogach zaczęło mi się coś przelewać, to był pęknięty bukłak z którego szybko zdążyłem wziąć słownie jeden łyk :(, no pięknie mówię sobie, ale widocznie tak miało być więc nie ma się co załamywać, szczęście że przez całą trasę miałem jeden moment coś około 25km kiedy chciałem się faktycznie czegoś napić ale tak blisko do mety to już przetrzymam i udało się. Kolejne siedem punktów poszło sprawnie z dwoma małymi korektami, swoją drogą przez całe zawody miałem takie odczucie że jak już myślałem że źle wbiegłem na punkt i stawałem to punkt właśnie znajdował się przede mną :).
Dobrze że nie miałem ze sobą kompasu jaki posiadał jeden z uczestników gdzie jego strzałka była pomalowana odwrotnie i zamiast północ wskazywał południe!




Kolejny problem sprawił mi z kolei punkt dla odmiany najbardziej wysunięty na południe gdzie chciałem pobiec inaczej niż jacyś zawodnicy których spotkałem niedaleko startowego A i tak przecinka przez las i wybiegłem początkowo na dobrej drodze ale coś mi się nie podobało, nie wiedzieć dlaczego i sprawdziłem kolejną równoległą drogę i już w ogóle mi się wszystko nie podobało, wróciłem więc na drogę na którą wybiegłem po przecince lasu i biegnę w stronę punktu spotykając 3 zawodników którzy wracali z tego punktu i potwierdzili mi że jestem tu gdzie jestem, no to lecę podbijam punkt i patrze że ci sami zawodnicy wracają znów biegnąc niedaleko mojego punktu biegnąc w stronę jeziora za którym był następny punkt, jednak pobiegli prosto co było dla mnie niezrozumiałe gdyż jeśli mieli już ten punkt za jeziorem to niepotrzebnie nadłożyli ze 2 km podbijając punkty w takiej kolejności, no ale każdy robi co chce. 25km w nogach na zegarku 3h45m a na kolejnym punkcie spotykam dwie zawodniczki, którym odpowiadając na pytanie dowiadują się że mam jeszcze ze dwa punkty i meta, trochę się zdziwiły po czym po chwili namysłu oznajmiają mi że "One też :)", uśmiecham się pozdrawiam i lecę dalej i tu zawodzi mnie czarno-biała mapa na której dopiero na mecie po dokładnym przyjrzeniu się w świetle odnajduję bagno nie do przejścia, praktycznie niewidoczne przy świetle czołówki, przez co mój skrót do drogi prowadzi przez zaorane "kartoflisko" po którym nie da się nawet dobrze iść, w końcu wychodzę na drogę, 100 metrów do strumienia i jest punkt, teraz to już długa prosta i przy około 4 godzinach świecenia "Petzl tikka xp 2" światło sporo słabnie, da się biec ale w lesie to już do szukania punktów trochę mało - kiepska ta lampka jak na swoją cenę - wyjmuje baterie w blistrze i po chwili marszu patrze że zgubiłem dwie baterie wyjmując je z plecaka, nawrotka i jak pies Szarik z nosem przy ścieżce w końcu odszukuje baterie :).





Jeszcze dwa punkty, na które już raczej nie wbiegam tylko wchodzę bo trochę po tych 30km czuję lekkie zmęczenie ale nadzwyczaj dobrze mi się dziś te kilometry pokonywało i nawet kolano nie dokuczało, podbijam ostatni punkt i teraz to już tylko droga do METY na którą docieram w czasie
4:48:31, rozglądam się a tam cisza, spokój i dwójka Organizatorów plus Piotr z KS Hades którego w pierwszym momencie nawet nie zauważam a On już przebrany i śpiący :), jak się okazało był pierwszy na mecie i to ponad godzinę przede mną (3:30:00) - gratulację kolejny raz dla Niego bo pokazał klasę! Na podium zmieścili się biegnący w zespole Łukasz i Maciej, którzy podrzucili mnie dwa tygodnie temu z Nocnego Marka do domu Poznania - pozdrawiam.

Na plus imprezy zasługuję także pomysł z nagrodami taki sam jak na "Oriento Expresso" (Twórcy "OE" są tak zwanym dobrym duchem zawodów "Nocek") gdzie upominki zostają rozdane przed startem zawodów gdy wszyscy są na miejscu jest moim zdaniem bardzo dobry, swoją drogą przy 20zł opłaty startowej organizacja imprezy, małe upominki, druk map, poczęstunek na końcu i te gorące piece kaflowe które ogrzały przemoczone stopy po biegu :), to i tak za wiele.



Na uznanie zasługuje też akcja którą wspierają Organizatorzy a uczestnicy chętnie dołączyli i chojnie wsparli akcję:

http://pomagamoli.pl/



Podsumowując: "Nocek" to chyba najlepszy typ zawodów BnO z jakimi miałem dotychczas styczność a właściwie forma ich rozgrywania jest moim skromnym zdaniem jeśli ktoś oczywiście walczy z duchem fair play bardzo dobra z tego względu gdyż nie ma na tych zawodach takiego swoistego podążania za cieniem innego zawodnika, niejednokrotnie obserwowałem na innych zawodach biegające czwórki zawodników gdzie pierwszy był nawigatorem a trzech kolejnych spokojnie podążało jego śladem by dobiec w czołówce biegu a tu (chyba?) przecież chodzi o dobrą zabawę i sprawdzenie samego siebie, czyż nie.



Czas: czas pokonania trasy 4:48:31

Miejsce: 2/72

Moje przebiegi:



* - fotografie zaczerpnięte z galerii organizatora