niedziela, 29 czerwca 2014

"Grassor" - Lubrza (BnO 50km)





Lubrza przywitała mnie chłodem i lekkim deszczykiem, dlatego od początku postanowiłem biec w długim rękawie i wiatrówce i to był trafny wybór, na starcie trasy pieszej stanęło 28 zawodników w tym Seba Wojciech i Wojtek Wiatr których znałem a z Wojtkiem przyszło mi przebyć pewnie z 90% całej trasy. Krótka odprawa, wybija godzina 12:00 i spokojnie ruszam na trasę wybierając najpierw punkt pierwszy gdyż były dwa do wyboru, każdy kolejny należało nanieść sobie na mapę na każdym kolejnym punkcie i tak aż do 18 punktów.




1PK to była "granica kultur" i bynajmniej nie lasu i pola przy którym punktu szukaliśmy, po paru chwilach postanowiłem obiec nieduży lasek iglasty i znalazłem właściwą granice kultur, szybko przerysowałem chyba trzy punkty i wróciłem na skraj lasu jednak moich towarzyszy tam nie było, więc ruszyłem sam dalej w stronę 15PK który był widoczny na górce przy drodze którą dobiegałem, następnie chciałem podbić 9PK ale postanowiłem przekroczyć rzeczkę i udać się najpierw w stronę 8PK do którego prowadziły kręte ścieżki aż w końcu poczułem że to już należy odbić w prawo w las, jednak chciałem upewnić się że bunkra na pewno nie ma trochę dalej i choć trafiłem na jakieś wyjście podziemne przy ścieżce to poszedłem jeszcze dalej i po nadłożeniu około kilometra już byłem pewien że trzeba było skręcić wcześniej :), odbiłem w las i po paru chwilach w oddali ukazał mi się bunkier przy którym spotkałem znów Wojtka z którym po podbiciu punktu ruszyliśmy dalej razem w trasę.



Najpierw do 13PK do którego podchodziliśmy razem z dwóch stron a i tak tego bunkra nie było widać od strony podejścia, dopiero wzniesienie nas przyciągnęło w jego kierunku, kolejny punkt 9PK to "skarpa otaczająca bunkier" gdzie po dojściu na miejsce jakiś zawodnik zawołał Nas na górę bunkra i mówi że szuka i szuka i nie może znaleźć, szybko jednak przeczytałem ponownie opis ze zrozumieniem i odszedłem w kierunku skarpy która otaczała bunkier tak z 50 metrów od niego i znalazłem punkt, przerysowałem punkty i chciałem po cichu zawołać Wojtka który już szedł po skarpie a tu wyczaił Nasz podstęp inny zawodnik i szybko zjawił się obok punktu.


Z dziewiątki przedzieraliśmy się przez chaszcze w stronę torów których oczywiście nie było i pola za drogą na którym rolnik obsiał nawet drogę, przez co musieliśmy się przedzierać pomiędzy grządkami aż do 3PK do którego podeszliśmy na azymut wychodząc nad głowami organizatorów którzy zdziwieni byli dlaczego właśnie ta drogę wybraliśmy. Na tym punkcie znajdował się OS w którym do zaliczenia było pięć punktów pod ziemią i pięć nad ziemią ale były to miejsca związane z bunkrami jak wyjścia z podziemi czy osobne bunkry otaczające "pętle boryszyńską".


Wejście do bunkra przez wąskie drzwi przy PZ.W.766, chyba pięć pięter w dół, czuć chłód
, ponoć tylko 8 stopni, chłód który od razu niszczy moje kolano, zaczęło mnie kłuć tak że każdy krok był obarczony kłuciem z zewnętrznej strony, postanawiam biec by się trochę rozgrzać, pomaga, najpierw wybieram 4D przy Pz.W.783 jednak dwa kroki za dużo za wejściem i ląduję butami w nieosuszonym tunelu, woda ponad kostki ale cóż, trzeba walczyć, wracając z punktu mijamy podwójną kaponierę dla broni maszynowej która na głównej drodze ruchu służyła jako zabezpieczenie przed atakującym wrogiem.



Kolejny punkt, 5D przy Pz.W.713, przebieg przez komorę stacji "Konrad" aż do punktu 3D który umieszczony był chyba w jakimś odpływie ściekowym czy czymś podobnym, ja jeszcze pochylony miałem łatwo ale Wojtek ze swoim wzrostem już trochę gorzej.

 

Punk 2D umieszczony był w sali pamięci, w której dookoła znajdowały się zdjęcia pojazdów bojowych, potem jeszcze ostatni podziemny punkt 1D do którego podejście było w piasku jak na plaży a ja nie lubię piasku jak na plaży :).


Wyjść chcieliśmy przez drugie wyjście przy Pz.W.Nord i słyszeliśmy turystów ale drzwi były zamknięte tak więc skorzystaliśmy z chwili i pozwiedzaliśmy pomieszczenia tam się znajdujące jednak żal było tracić kolejnych minut na czekanie i na zewnątrz wyszliśmy tam gdzie weszliśmy, zaczynając odcinek naziemny od 9G do którego dotarliśmy łatwo na azymut, potem 7G którego minęliśmy z pochylonymi głowami przedzierając się przez krzaki i dopiero po podejściu od góry go zauważyliśmy, kolejny 8G był schowany w jednym z pomieszczeń bunkra, sam sprawdziłem chyba z dziesięć z nich omijając jedno na górnym poziomie gdzie Wojtek go odnalazł. Punkt 6G umiejscowiony nad podziemnym punktem 5D ukazywał nam jak daleko pod ziemią przed chwilą biegaliśmy i jaka jest skala MRU a przecież my tylko "zwiedziliśmy" małą część, pozostał ostatni punkt 10G przy fortyfikacji zwanej "zębami smoka", jest to bariera przeciwczołgowa która miała spowolnić czołgi by stały się łatwym łupem dla oddziałów przeciwpancernych, z dziesiątki biegiem na początek OS-a zdać karty i w dalszą drogę.


Cały OS zajął nam około 90m w części podziemnej i 90m w naziemnej.


Wybiegaliśmy z OS-a razem z Sebą który wyrwał do przodu jednak już kilometr później to my byliśmy z przodu i tak Seba przez dwa kolejne punkty nas trochę doganiał ale potem nasze drogi się rozbiegły.
Najpierw przyszła kolej na 6PK na szczycie górki, potem niedaleko 16PK i znów szczyt górki,jednak tym razem podejście pod ten szczyt utwierdzało w przekonaniu że to właśnie ta górka, na górze spotkaliśmy troje zawodników z Szymonem Szkudlarkiem którzy podążali w przeciwnym kierunku niż my.


11PK "szczyt młodnika" i widzimy że Seba go odpuszcza albo ma inną taktykę, łatwy punkt z którego udajemy się do 7PK przy strumieniu, wybija godzina 20:00 i powoli się ściemnia.


Na kolejny 14PK przechodzimy przez olbrzymie paprocie, kilka kleszczy na bank znalazło właśnie nowego żywiciela, duża skarpa i na dole oczko wodne, z którego udajemy się w kierunku 12PK, zachód słońca w pełni a my idziemy nieistniejącą ścieżką którą kolejny rolnik obsiał, trochę odbijamy za daleko w stronę "Osiedla Górniczego" zamiast Wielopola w którym kończy nam się droga i przedzieramy się niepotrzebnie kilkaset metrów przez okropne chaszcze aż do drogi której oczywiście nie było, było za to pole, dobrze że trasa do lasku była wydeptana bo przedzieranie zajęło by nam pewnie trzy razy tyle.

 

Przy podejściu do 12PK mogliśmy nie przedzierać się przez niskie choineczki tylko uderzyć od drugiej strony co robimy w momencie gdy skończył nam się lasek, zrobiliśmy mały nawrót i podeszliśmy na wprost punktu.
Dwa punkty niedaleko siebie sprawiły nam problem, Wojtek chciał najpierw podbić 5PK a potem 4PK jednak przekonałem go do zmiany zdania i z łatwością dostaliśmy się do 4PK a z niej podążyliśmy na 5PK do którego postanowiłem odbić w lewo choć chyba było za wcześnie i właśnie tak było co przeliczyłem na 25 minut straty i dołożone 2km a mogłem te kilkadziesiąt metrów pobiec po ulicy w stronę Żelechowa i zauważyłbym specyficzną drogę, co chciałem zrobić ale się niepotrzebnie cofnąłem i tak czesaliśmy las bezskutecznie gdyż wbiegłem o jedną ścieżkę za blisko. Do 17PK biegliśmy przez nieszczęsny Żelechów a Wojtek już myślał o piwku pod namiotem w Łagowie, mnie w głowie była tylko gorąca pizza :).
Droga do 18PK to była dla mnie niekończąca się opowieść, taki przelot przy ponad 50km w nogach mógł mnie zabić :), Wojtek jednak mnie dopingował i coś tam po biegliśmy ale niewiele, więcej wracając, także po torach które były dla mnie zaskoczeniem dzisiejszego dnia :), było coraz bliżej limitu czasu a te 10km ciągnęło się i ciągnęło.



W końcu przekroczyliśmy autostradę i przez miejscowość Bucze dostaliśmy się drogą do 10PK "pod mostkiem w ruinach młyna", gdzie doszła nas para nazwiskiem Duszak, zaczęli biec widząc że mogą nas wyprzedzić więc mówiłem Wojtkowi żeby parł do przodu bo ma siły ja nie chciałem zniszczyć swojego kolana które od prawie 20km mnie bolało, zdziwiło mnie też to że po dotarciu na ostatni 2PK zobaczyłem ową parę odbiegającą w lewo jeziora Goszcza, ja wybrałem prawą stronę i gdy skończyła mi się ścieżka niepotrzebnie skusiłem się światłami domostw bo droga główna była pewnie kilkadziesiąt metrów przede mną, straciłem kilka minut aż ogarnąłem miejsce w którym jestem, zobaczyłem cmentarz i wybiegłem na drogę a z niej przez Nową Wioskę aż do szkoły do której wpadłem z wynikiem 14:58:00, Wojtek spokojnie wyprzedził biegnącą parę i dotarł z czasem 14:42:00 a para za nim w czasie 14:50:00, nikt więcej nie skończył trasy pieszej z pełna pulą punktów!



Czas: 14:58:00, pierwszy zawodnik na mecie 10:22, drugi 11:14, kolejni - Wojtek Wiatr 14:42 i para o nazwisku Duszak 14:50
Miejsce: 6/28 (poprzednia gen. 18/92)
Dystans: około 80-85km z OS-em, garmin padł po 65km i 14h.

Przebiegi:



* - fotografie własne oraz zapożyczone od organizatorów i zawodników Grassora

czwartek, 29 maja 2014

Rajd Miejski Poznańska Bimba (Trasa Helmut - rower, bieg, kajak)



Zdążyłem się już przyzwyczaić że wszystko ze znakiem Rajdu Konwalii jest na prawdę porządnie przygotowane i żal nie brać w tym udziału, dlatego szybko namówiłem Damiana i w sobotę rano zjawiliśmy się nad poznańska Maltą na starcie "Poznańskiej Bimby", jedyne moje wątpliwości wzbudzał mój rower któremu bardzo daleko do rowerów typu mtb ale jak się na mecie okazało podołał zadaniu choć na szutrach trochę moje nadgarstki wycierpiały, no i trochę brakowało przerzutek.


Rajd podzielony był na kilka etapów, najpierw bieg około 15km, następnie rower około 50km przerywany 5km bno i około 5km kajakiem. Odprawa pod Malta-SKI, rozdanie map i start w miasto gdzie czekały pierwsze zadania specjalne, z Damianem obraliśmy wariant zaliczania punktów w następującej kolejności 25-15-18-17-14-21-19-20-23-22-16-24-26 i ruszyliśmy w spokojną drogę,



Rozpoczęliśmy spokojnym biegiem do
25PK gdzie czekało na nas pierwsze zadanie specjalne z kryptologi, jako że dobiegliśmy tam jako jedni z ostatnich wybierających ten wariant widok był niesamowity kilkanaście osób wpatrujących się w totalnej ciszy w swoje kartki z szyfrem, zupełnie jak w szkole kiedy nikt nic nie rozumie :), zadaniem było rozszyfrowanie zakodowanego szyfrem playfair słowa WICHAJSTER, zanim skumaliśmy system wpisywania kolejnych liter w tabelkę po wpisaniu słowa klucz minęło kilka minut, coś tam WICHWICJER nam wyszło ale jak się okazało po podpowiedzi źle wstawiliśmy literkę Q i przez to zajęcie zajęło nam jakieś 15 minut a żeby tego było mało odbiegliśmy zadowoleni nie podbijając punktu i zadania to i nawrotka dobiła nam pół kilometra. W drodze do 15PK wybraliśmy że skoro Damian regularnie chodzi na siłownie to i On wykonuje zadanie z crossfitu jednak okazało się że współpraca w parach to klucz tych zawodów, wbiegając do środka minęliśmy Krzycha i Pawła którzy rzucili coś w stylu nie "wchodźcie tam" a ja myślę sobie dlaczego, bo duszno tam, bo zapach potu odpycha? no i się przekonałem gdy w końcu trzeba było samemu wykonać to zadanie, nie wiem czy to ma jakąś swoją nazwę ale w skrócie: jeden wisi na drążku, partner przeskakuje skrzynie z hantlem aż do leżenia płaskiego i tak w sumie 50 powtórzeń na drużynę, nie wiem jak nam poszło ale na tle innych wtedy obecnych w sali zrobiliśmy to dość szybko choć z czekaniem na swoją kolej i tak wyszło coś koło 10minut.




(obok nas sympatyczna drużyna nr4 - SDM z którą mijaliśmy się na etapie biegowym)



(zadanie pod Okrąglakiem a już myśleliśmy o lodach z McDonalda w niespodziance)

Ruszyliśmy dalej przez
18PK-17PK aż do 14PK pod Okrąglakiem gdzie do rozwiązania było zadanie z gwary poznańskiej na które narzekali nam spotkani później przyjezdni zawodnicy którzy za nic w świecie nie wiedzieli co to np. bździągwa, my jednak zadanie zaliczyliśmy i dalej skrótem do 21PK gdzie w Poko-Loko czekało zadanie logiczne w którym należało ułożyć trójkąt bodaj z siedmiu różnych figur geometrycznych, po czym biegiem do kolejnego 19PK w Kinie Muza gdzie do odgadnięcia były tytuły filmów z których pochodziły utwory nagrane na odtwarzaczu, dwie minuty i zadanie zaliczone. Na 20PK w hostelu Melange czekały na nas mapy do późniejszego bno nad jeziorem Rusałka, zadanie polegało na wyznaczeniu 3 brakujących punktów, a do ich wyznaczenia potrzebny był cyrkiel i kompas, zadanie zajęło nam kilka minut, dla pewności sprawdziliśmy wszystko jeszcze raz by potem odnajdywanie punktów szło łatwo i przyjemnie, uzupełniliśmy płyny, zjedliśmy i strzałka do 23PK znajdującego się przy nowo otwartej "Cafe Bimba".


Następnie prosto do
22PK w KontenerART zagrać sobie w boule, najlepsze były matki stojące nieopodal które wcale nie przejmowały się prośbami by zabrać swoje dzieci z linii rzutu :), na szczęście się udaje i dwie przymiarki Damiana i trafione, podbijamy zadanie i do końca etapu biegowego zostały nam już tylko 16PK gdzie musieliśmy uciąć sobie pogawędkę z właścicielką płotu na którym był zawieszony lampion, sympatyczna Pani ale zabierała nam cenny czas :) więc z każdym słowem robiliśmy krok w tył by w końcu pożegnać się i udać na 24PK gdzie czekało na prawdę fajne zadanie z mikroorientacji, na której ponoć poległo wiele zespołów, nam się udało i nie daliśmy się złapać na zastawione przez organizatorów pułapki :), przy okazji Damian podszkolił się w orientacji.


Teraz to już tylko do
26PK gdzie czekał na nas zjazd kolejką w Malta Ski a przed zjazdem zadanie w którym należało zapamiętać cztery wycinki z mapy a po zjeździe wskazać je na dużej mapie, poszło łatwo i przyjemnie więc z uśmiechem udaliśmy się do strefy zmian, czas na szybki przepak ale i tak kilka minut stracone na zmianę gatek na rowerowe i w między czasie chyba trzy zespoły zdążyły już odjechać na trasę rowerową a my dopiero za nimi z około 3 godzinami biegu w nogach.



Tym razem na trasie rowerowej należało zaliczać punkty zgodnie z wyznaczoną kolejnością i już na
1PK powinęła nam się noga a właściwie ręka na prostej siatkówce, niezrażeni tym niepowodzeniem jedziemy do 2PK gdzie spotykamy trzy drużyny, wchodzimy do bunkra jednak ciemno tam jak w du.. to znaczy bardzo ciemno, wracamy po latarkę z roweru a punkt leży dosłownie pod naszymi nogami, podbijamy i szybko nad stawy podbić 3PK do kolejnego bunkra który znałem z wypraw biegowych na Dębinę, po drodze jeszcze niespodziewane zaspawane wejście na most kolejowy które i tak miejscowi pokonywali bez zająknięcia nawet z rowerami a panienki w sukienkach radziły sobie lepiej niż my dzisiaj na crossficie w Rankorze :). Kolejny 4PK na zakręcie rzeczki podbiliśmy bez problemów, gorzej było z wyjechaniem z terenu stawów na ul.głogowską, trochę zakrętów, trochę krzaków, błota, rybaków i wszystkiego co da się spotkać nad stawem z opalającą się żoną rybaka włącznie. Szybki przelot ulicą głogowską w ulicę kopanina i za chwile byliśmy na mostku przy 5PK okolica mi znajoma bo pracowałem tam przez 4 lata więc i przelot do kolejnego 6PK nie był problemem, na miejscu czekała nas a właściwie Damiana wspinaczka w CW Krajalnia, poszło sprawnie, chciałem robić zdjęcia ale głupio było puścić line do asekuracji :), swoją drogą ścianki wspinaczkowe dookoła hali robiły wrażenie.


Dalej jedziemy skrótem przez ścieżki w lasku aż pod płot lotniska na
7PK gdzie do rozwiązania czekało zadanie w którym trzeba było obliczyć czas słoneczny przylotu samolotu, zadanie rozwiązywaliśmy konsultując się grupowo aż doszliśmy do rozwiązania, dwa zespoły na mtb szybko nam uciekły po tej polnej drodze przy lotnisku, ale nadrobiliśmy to na asfalcie i na polanie przy jeziorze Rusałka byliśmy prawie równocześnie a tam 8PK na którym szybkie zadanie z chodzenia po skrzynkach od piw, tylko dlaczego pustych ? w końcu tam był "wodopój" :) i wybiegamy a właściwie truchtamy na odciek bno na mapie którą pobraliśmy z hostelu, w ostatniej chwili słyszymy że nie ma punktu E który jak dla nas powinien wypaść gdzieś przy stawie ale to i może lepiej bo nie będziemy go szukać.


Nasz odcinek bno zaczęliśmy od G którego inni szukali jakieś 200 metrów dalej ale to lepiej dla nas, potem punkt
F który nie wiedzieć dlaczego zaczęliśmy szukać na lewo od ścieżki a nie na prawo, po chwili przybiegli Krzychu z Pawłem i razem podbiliśmy punkt ale Oni już kończyli bno a my dopiero zaczynaliśmy. Kolejne punkty D, C i B nie sprawiły nam kłopotu dopiero A tak nami zakręcił że jak się potem okazało minęliśmy go o włos ale na spokojnie wróciliśmy na główną ścieżkę i zaatakowaliśmy raz jeszcze no i się udało. Całe etap zajął nam bagatela prawie godzinę ale jak Damian popracuje nad kondycją przy bieganiu to polepszymy ten wynik bo tą trasę to można powiedzieć że przeszliśmy spacerkiem.



Po etapie bno wróciliśmy po rowery i bodaj zielonym szlakiem przez
9PK dojechaliśmy do 10PK gdzie po drodze wyprzedziliśmy zespół który na etapie biegowym narzekał na zadania z gwary, na punkcie czekało na nas zadanie specjalne z wymiany dętki w kole, które Damian jako zawodowiec zrobił tak szybko że ledwo zdążyłem się napić przed wejściem do kajaku.



Etap w kajaku byłby milszy gdyby nie to że trzeba wiosłować szybko :), woda była chyba idealna do kąpieli, słoneczko grzało a my nie wzięliśmy nic do picia co dało nam się we znaki. Nasza taktyka na zaliczanie punktów to K1-K4-K2-K3 i tak zrobiliśmy ale zdziwiliśmy się gdy dwie ekipy przed nami po podbiciu K4 płynęły po K3, dziwne pomyśleliśmy ale robiliśmy swoje i po przeniesieniu kajaka przez most płynęliśmy do K2 gdzie spotkaliśmy wracającego Marcina z kolegą ale jak mówili Oni jeszcze nie biegali bno więc byliśmy jakby przed nimi, punkt podbiliśmy i wracamy tą samą drogą aż tu nagle na przeciw nam płynie jeden team który popłynął najpierw po K3 drugiego teamu już nie było tak więc zastanawia mnie fakt czy nie zrobili tak że popłynęli tym kanałem od K3 tak daleko jak się dało a potem wyskoczyli z kajaka i podbili K2 od strony lądu? czy tak w ogóle można?.




Kajak zajął nam jakąś godzinę, podjechaliśmy na plaże po coś do picia tracąc z 5 minut co mogło być kluczowe do pokonania dwóch zespołów. Na
11PK punkt który był też ósmym jechaliśmy drogą asfaltową nadkładając kawałek ale przynajmniej ręce i tyłek odpoczął od tego szutru między jeziorami. Kolejny 12PK znajdował się na Cytadeli gdzie czekało ostatnie zadanie specjalne w stylu slackline którego nie udało nam się ukończyć, tak więc karna rundka a na jej końcu Krzychu i Paweł kończący również swoje karniaki.


(koledzy ze zdjęcia zrobili, raz-raz-raz-hop i z gracją wykonali zadanie za pierwszym razem, chcieli oddać nam swoje niewykorzystane próby ale sędziowie byli bezlitośni :P)

Nam pozostała jeszcze jedna karna rundka za siatkówkę tak więc szybki bieg, powrót, pakowanie tyłków na rowery i szybko do ostatniego
13PK przy bunkrze, miejsce znajome choćby z innych bno nad jeziorem maltańskim jednak tym razem punkt był na dole a nie na szczycie bunkra co sprawiło ponoć także wiele problemów innym teamom.


Pozostała ostatnia prosta do mety na którą wjeżdżamy z czasem 9h10m i o mały włos bo taki 3 minutowy włos do mety nie ścigalibyśmy się z Krzychem i Pawłem :)

 


Podsumowując "Poznańską Bimbę" to jak dla mnie wszystko na właściwym miejscu, robione przez właściwych ludzi, na których jeszcze się nie zawiodłem i mam nadzieje że tak będzie zawsze :). Brawa dla całego Teamu Rajdu Konwalii i dawajcie zapisy na letni rajd bo w ciemno się zapisuje :)

Czas: 9:10:00
Miejsce: 15/41
Trasa: 85km
Mapa:


* - zdjęcia zaczerpnięte ze strony "rajdu konwalii"